Proces księgowej kasy zapomogowo-pożyczkowej

Piotr Ossowski
pixabay
Udostępnij:
Nauczyciele zostali okradzeni przez księgową kasy zapomogowo-pożyczkowej. Najprawdopodobniej spotka ją za to kara. Pieniędzy nauczycielom jednak nikt nie zwróci.

Przed ostrołęckim Sądem Okręgowym toczy się proces Zofii Ireny G., byłej księgowej nauczycielskiej kasy
zapomogowo-pożyczkowej. Główny zarzut w akcie oskarżenia dotyczy przywłaszczenia przez nią pieniędzy nauczycieli zgromadzonych w owej kasie.12 lat temu o sprawie było bardzo głośno, kiedy z dnia na dzień księgowa zniknęła, jak się wkrótce okazało uciekła do Stanów Zjednoczonych.

Kasa zniknęła z kasy

Przypomnijmy w skrócie mechanizm przestępstwa, za które odpowiada dziś przed sądem. Zofia Irena G. pracowała w ówczesnym Zakładzie Obsługi Szkół i Przedszkoli, gdzie zajmowała się prowadzeniem kasy zapomogowo-pożyczkowej.

Afera wybuchła w połowie 2002 roku, choć o nieprawidłowościach w kasie głośno było dużo wcześniej. Stąd między innymi dość masowe wypisywanie się i wycofywanie wkładów przez nauczycieli. Które nie było zresztą takie proste, nauczyciele długo musieli czekać na wypłatę zgromadzonego przez siebie wkładu, niektórzy nie doczekali się tego nigdy. W 2002 roku do kasy należało około 300 nauczycieli. Dziś wielu z nich jest zainteresowanych toczącym się procesem. Ale nie o samą ciekawość chodzi. Grupa nauczycieli z Ostrołęki złożyła wnioski o uznanie ich za pokrzywdzonych w tej sprawie. Już po rozpoczęciu procesu. To dało by im szansę na odzyskanie pieniędzy, wyprowadzonych z kasy zapomogowo-pożyczkowej przez Zofię Irenę G. Sąd te wnioski oddalił...

Komu ukradła?

Okazuje się, że ustalenie kto jest w tej sprawie pokrzywdzonym nie było takie oczywiste. A sprawa jest ważna także z tego powodu, że sąd dysponuje pieniędzmi zabezpieczonymi na poczet ewentualnego przyszłego naprawienia szkody (oczywiście w przypadku skazania Zofii Ireny G.). To około 100 tys. zł pochodzących głównie z emerytury oskarżonej, która była zabezpieczana podczas jej ukrywania się przed wymiarem sprawiedliwości.
Prokuratura w akcie oskarżenia napisała że Zofia Irena G. dopuściła się przestępstwa na szkodę kasy zapomogowo-pożyczkowej przy Zakładzie Obsługi Szkół i Przedszkoli w Ostrołęce. Tyle, że od czasu rozpoczęcia śledztwa, do skierowania przeciw Zofii Irenie G. aktu oskarżenia minęło kilkanaście lat. I wiele się zmieniło. Prokuratura nie zweryfikowała danych. Kiedy akt oskarżenia trafił do sądu, ten musiał zawiadomić o procesie pokrzywdzonego. Po wysłaniu pism na adres dawnego Zakładu Obsługi Szkół i Przedszkoli sąd otrzymał odpowiedź, że taka instytucja nie istnieje.

- W związku z tym, że prokuratura nie ustaliła w trakcie postępowania przygotowawczego następców prawnych nieistniejącej instytucji, sąd zwrócił się w tym celu do urzędu miasta - tłumaczy sędzia Anna Łaszczych orzekająca w tej sprawie.

Z ratusza przyszła odpowiedź, że następcą prawnym ZOSiP został, nieistniejący już także, Zakład Obsługi Oświaty i Aktywnego Zwalczania Bezrobocia. A następcą tegoż - Miejski Zarząd Obiektów Sportowo-Turystycznych i Infrastruktury Technicznej (czyli dawny MOSiR). A żeby było jeszcze bardziej skomplikowanie - w uchwale rady miasta o likwidacji ZOOiAZB zapisano, że mienie i pracowników przejmuje nowoutworzona jednostka budżetowa (MZOS-TiIT) ale "należności i zobowiązania zlikwidowanej jednostki przejmuje Urząd Miasta Ostrołęki".

Robert Juchniewicz, dyrektor MZOS-TiIT uważa, że ten zapis jest kluczowy i... nie uznaje się za pokrzywdzonego w sprawie Zofii Ireny G. Za takiego uznaje go jednak sąd, który w odpowiedzi miasta na pytanie, kto jest następcą prawnym Zakładu Obsługi Szkół i Przedszkoli wskazał właśnie MZOS-TiIT. I do MZOS-TiIT wysłał zawiadomienie o rozpoczęciu procesu Zofii Ireny G. Jako do pokrzywdzonego, czyli kogoś kto może skorzystać z możliwości ustanowienia się w procesie oskarżycielem posiłkowym. I może starać się o zasądzenie od oskarżonej (jeśli zostanie skazana) naprawienia szkody. Oczywiście sąd może to zrobić i bez udziału pokrzywdzonego w procesie. Tyle, że w tej konkretnej sprawie wychodzi na to, że żadna miejska instytucja nie jest zainteresowana odzyskaniem pieniędzy należących do nauczycieli i które - wszystko na to wskazuje, choć oczywiście przed wyrokiem nie można tego przesądzać - zdefraudowała Zofia Irena G.

Stąd wnioski nauczycieli o uznanie ich za pokrzywdzonych. Takich wniosków wpłynęło do sądu 13. Niemal jednobrzmiących - zapewne sporządzonych przez jednego prawnika. Nauczyciele, którzy je złożyli wnoszą o uznanie ich za pokrzywdzonych w tej sprawie i "orzeczenie wobec oskarżonej obowiązku naprawienia szkody na moją rzecz w kwocie wynikającej z załączonych do akt postępowania dokumentów wraz z ustawowymi odsetkami od dnia wymagalności".

W uzasadnieniu swoich wniosków nauczyciele podkreślają, że "do chwili obecnej pomimo toczącego się postępowania karnego nikt nie przesłuchiwał mnie (podobnie jak i innych nauczycieli) na okoliczność poniesionej szkody, jak również nie pouczał mnie o uprawnieniach osoby pokrzywdzonej".

Wnioski te nie zostały uznane przez sąd. Formalnie pokrzywdzonym w sprawie jest tylko MZOS -TiIT. Jak zapewniła nas Edyta Luchcińska, prokurator rejonowy w Ostrołęce - nauczyciele nie wnioskowali ich o uznanie za pokrzywdzonych w trakcie śledztwa. Ani bezpośrednio po jego rozpoczęciu, jeszcze w 2002 roku, ani później.

- Nikt nie chciał pewnie wtedy przesłuchiwać kilkuset osób - mówi nam anonimowo osoba znająca kulisy śledztwa. - Dlatego nie uznano nauczycieli za osoby pokrzywdzone.

Dotarliśmy do kilku nauczycielek, które teraz złożyły wnioski o uznanie ich za pokrzywdzonych. Tyle, że żadna z nich nie chciała ujawniać nazwiska. - Ja to powiem szczerze, że może to i w sumie dobrze, że sąd nie uznał mojego wniosku. Miałam wprawdzie przed laty w kasie zapomogowo-pożyczkowej wkład, ale nie był znowu taki wielki. Pogodziłam się już ze stratą tych pieniędzy, zwłaszcza, że to były drobne kwoty potrącane na bieżąco z pensji - mówi nam jedna z nauczycielek.

Te, z którymi rozmawialiśmy zasłaniały się też niepamięcią. Stąd między innymi nie potrafiły określić we wnioskach o jakie pieniądze wnioskują - jako naprawienie szkody.

- Żadna z nas nie pamięta już teraz, jakiej wysokości wkłady miałyśmy w czasie kiedy księgowa kasy zniknęła z
pieniędzmi - mówi nam inna z nauczycielek. - Ale kiedy przeczytałam, że pani Irenka (Zofia Irena G. - przyp. red.) jest w Polsce i rozpoczął się jej proces, pomyślałam, że w tej sytuacji mogę liczyć na to, że dostanę moje
pieniądze, które ona przecież ukradła.

Wydaje się to jednak mało prawdopodobne. Czy wręcz niemożliwe. Pozostaje wprawdzie formalna możliwość, ale bardzo skomplikowana i czasochłonna. W sytuacji kiedy Zofia Irena G. zostanie skazana prawomocnie, nauczyciele będą mieli możliwość wystąpić przeciw niej z cywilnym roszczeniem naprawienia szkody. Ale to na nich będzie spoczywał obowiązek udowodnienia zasadności takiego roszczenia.

Za co odpowie?

A tymczasem do skazania Zofii Ireny G. droga jeszcze długa. Odbyło się już kilka posiedzeń sądu. Odczytano akt oskarżenia, przesłuchiwani są świadkowie. Oskarżona odmówiła w sądzie składania wyjaśnień, nie uczestniczy w rozprawach (ma do tego prawo).

Co więcej, trudno dziś powiedzieć za co, jeśli tak się stanie, miałaby być skazana Zofia Irena G. Konkretnie - o
jakiej wysokości szkodę chodzi w sprawie, czy mówiąc prościej: ile oskarżona mogła ukraść. W akcie oskarżenia
podana jest kwota "nie mniej niż 224 tys. zł". Akt oskarżenia zawiera jednocześnie dokładne opisy tylko części działań polegających na wyprowadzeniu pieniędzy z kasy zapomogowo-pożyczkowej, choćby przez wystawianie czeków.

Suma szkody dokonanej w wyniku tych dokładnie opisanych czynów jest jednak wielokrotnie niższa nić 224 tys. zł! Z tego względu między innymi sąd okręgowy chciał zwrócić akt oskarżenia do prokuratury - celem jego uzupełnienia. Prokuratura odwołała się (taka jest procedura) do Sądu Apelacyjnego w Białymstoku, który uznał, że sąd okręgowy ma zająć się sprawą z aktem oskarżenia w takiej formie, w jakiej jest. Sąd apelacyjny uznał też, że sąd okręgowy nie jest związany w rozpoznaniu sprawy wysokością szkody określoną w akcie oskarżenia. Mówiąc w uproszczeniu sąd może uznać oskarżoną winną przestępstwa na szkodę takiej wysokości jak wynikać będzie z materiału dowodowego.

Prawdopodobne jest, że będzie to znacznie mniej niż 224 tys. zł. Zwłaszcza, że sprawa ta miała już jeden sądowy finał. Były w niej - już wiele lat temu - sądzone osoby współpracujące z Zofią Ireną G. Oskarżone zostały bez przywoływania konkretnych artykułów kodeksu karnego - o pomaganie bądź nienależyte kontrolowanie Zofii Ireny G.

Sprawa skończyła się zarówno skazaniami jak i uniewinnieniami. Istotne jest, że w tamtej sprawie także określono szkodę spowodowaną przestępczym procederem Zofii Ireny G. - w wysokości około 30 tys. zł.

Ruszyła budowa bariery na granicy polsko-białoruskiej

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie